– Ja wiedziałem, że tak będzie – pokrzykiwał Belfegor dźwigając na sobie wielką paczkę powiązanych sznurkiem, jutowych worków. – Ja wiedziałem, że tak będzie!

– Co się stało? – zapytałem.

– Nastąpi atak cyborgów! – oznajmił zrzucając worki tuż pod moim stanowiskiem.

Rozejrzałem się odruchowo w poszukiwaniu Schwarzeneggera. Oczywiście nie było żadnego. Ale się dałem ogłupić. Westchnąłem ciężko.

– Przestań – mruknąłem do Belfegora. – Ale tak to powiedziałeś przekonująco, ze szukałem już wzrokiem terminatora.

– Terminator to android – wyjaśnił mi spokojnie przyjaciel. – To robot, który tylko wyglądem przypomina człowieka. Jest jedynie człekokształtnym, całkowicie sztucznym organizmem.

– A kto nas zaatakuje?

– Cyborgi! Organizmy będące połączeniem żywej ludzkiej tkanki i stalowych elementów robota.

– Tak! – zawtórowała mu nagle Purchawka, która pojawiła się w głównym korytarzu ciągnąc za sobą zwoje drutu. – Cyborg może mieć nadludzko silne, sztuczne mięśnie i jednocześnie żywą, straszliwą, ludzką inteligencję!

– I dzięki temu może być niepokonany!

– O bogowie wszystkich śrubek! I co zamierzacie zrobić?

– Zasieki – warknęła Purchawka rzucając na podłogę zwoje drutu. – Ułożyć worki z piaskiem.

Musimy się bronić.

– A skąd wiecie, że przyjdą cyborgi? – znowu odruchowo rozejrzałem się niepewnie.

– Już tu są – Belfegor ściszył głos. – Szpiegują!

Rozejrzałem się wokół po raz trzeci. I zacząłem kląć sam siebie za poddawanie się głupim emocjom.

– Gdzie są? – wysyczałem.

–  O tam! – wskazał wysięgnikiem pomieszczenia na pierwszym piętrze, w których konserwatorzy na rusztowaniach biedzili się odtwarzając zabytkowy sufit.

– I to są cyborgi? – nie mogłem uwierzyć.

– A jaki człowiek wytrzyma kilka godzin wygięty w tak nieergonomicznej pozycji z rękami do góry? I to wykonując precyzyjne czynności milimetr po milimetrze wysoko nad swoją głową?

– To cyborgi – wtórowała mu Purchawka. – Mają kręgosłupy z tytanu, a mięśnie z poliwęglanów. Napędzają ich stalowe siłowniki…

– Tu ludzie! – na szczęście moja Koparka wróciła właśnie z pracy i słyszała koniec naszej dyskusji.

– To ludzie – powtórzyła. – Widziałam jak się jeden skaleczył przy wykopie na zewnątrz. Z rany popłynęła mu zwykła krew, a nie smar techniczny.

– Ale… ale… - zapowietrzył się Belfegor. – Ale żaden człowiek nie jest w stanie wykonywać takiej pracy. Tyle wysiłku i cierpliwości… To roboty.

– Nie. Tylko ludzie potrafią robić tak piękne rzeczy.