Oczywiście nie uwierzyłem kiedy doniesiono mi, że ktoś chce ukraść bunkier przeciwlotniczy sprzed dworca. I to nie dlatego, że bunkier jest żelbetowy, ogromny i trudny do przeniesienia szczególnie ukradkiem, a jedynie dlatego, że nie mogłem sobie wyobrazić na co komu bunkier w domu. I do tego kradziony. Żarówkom wierzyć nie można bo to panikary. Gaśnice to sensatki żądne samych okropnych zdarzeń. Nie słuchałem też komputerów bo od dłuższego czasu są ogarnięte żądzą odkrywania ukrytych na dworcu dóbr doczesnych. Ale…
No właśnie. Ale Belfegor nie miał żadnego powodu, żeby kłamać kiedy zadałem mu pytanie:
- Słuchaj, czy to prawda, ze ktoś odkopuje nasz bunkier?
- Tak.
- I co? – zdębiałem. – Naprawdę zamierzają go ukraść?
Zaczął się śmiać.
- Tak, tak, oczywiście. W nocy złodzieje go do worka i hyc, hyc po cichu… - kpił sobie w najlepsze. - Ale dlaczego nie spytasz swojej uroczej koleżanki. Ona nawet spotkała przy tej robocie swojego krajana.
Na wspomnienie o koparce i jakimś tajemniczym krajanie poczułem igiełki zazdrości. No nie, czyżbym sobie coś roił? Zganiłem się w myślach. A jednak powiedziałem Belfegorowi, żeby przekazał jej, że chętnie poznam jej nowego znajomego. Nie stawiał przeszkód.
I rzeczywiście. Przyszli wieczorem obydwoje. Moja ulubiona koparka i… detonator. Ich „pokrewieństwo” polegało na tym, że oboje wyprodukowano w fabryce pracującej także na potrzeby armii. Przyznam się jednak, że odetchnąłem z ulgą. Detonator zresztą okazał się bardzo kontaktowym facetem.
- Słyszałem, że ktoś tu nazywa mnie złodziejem – zagaił.
- No coś ty. Przecież wiadomo, ze bunkra nie ukradniesz ale wysadzisz.
- Tak. Właśnie go odkopują.
Oniemiałem.
- Nie lepiej wysadzić kiedy jest w ziemi? – spytałem nieśmiało.
- To chyba razem z dworcem i połową domów wokół.
Nerwowo rozejrzałem się wokół. Zdecydowanie nie chciałbym, żeby to wszystko wyleciało w powietrze.
- A rozumiem. Fajnie jest jak w powietrzu latają odłamki betonu?
- No coś ty. Ścianki osłonowe się postawi – Spojrzał na mnie z pewnym zainteresowaniem. – Widzę, że się tym interesujesz.
- No… A ja widzę, że się na tym znasz.
- Owszem. Wysadzało się domy, stare kominy, a nawet pordzewiałe mosty. Większość eksplozji w otoczeniu budynków, które mają być zachowane. Zegarmistrzowska robota. A wszyscy wokół mają mnie za maniaka eksplozji i twierdzą, że marzę o wojnie.
- Ja wcale tak nie myślę.
Zamyślił się na dłuższą chwilę.
- Wiesz. Ja wcale nie jestem zwolennikiem wojny totalnej.
Znowu przerwał na moment.
- No ale… nie jestem tez zwolennikiem totalnego pokoju.