- No nie – Belfegor pomstował głośno na samym środku hallu kasowego. – Znowu odkryli jakieś malunki na ścianie, jakieś tam polichromie i konserwator zatrzyma wszystkie prace.
- To źle? – zapytałem.
- Pewnie, że źle! Trzeba będzie odkrywać wszystkie fragmenty, które zostały zamalowane, fotografować, a może nawet odtwarzać. Ale głównie to dokumentacja pójdzie do muzeum, będzie leżeć i pies z kulawą nogą się nią nie zainteresuje.
- A naukowcy? A ci, którzy piszą podręczniki? Przewodniki turystyczne?
- Ale robota stanie! Odbiór się opóźni! I znowu będzie na nas, w prasie napiszą, że budowlańcy zawalili, że Belfegor nawalił!
- A, o to chodzi – westchnąłem, - No dobra, chodź bliżej.
- No co? – zaperzył się ale nagle zrozumiał. – Wykład chcesz strzelić, tak?
- Mhm, posłuchaj. Na przykład w Gdyni, też odkryli jakieś bohomazy na dworcu. I to prawie cały modernistyczny dworzec pokryty maziajami, częściowo zamalowanymi, częściowo w kiepskim stanie, no różnie. Całe hektary bohomazów.
- I co?
- Przyszedł konserwator za głowę się złapał…
- Ja mu się nie dziwię.
- Czekaj. Wezwał historyków sztuki.
- Oho, duża ekipa. To pewnie budowlańcom na rok prace kazali wstrzymać. Tam inwektywy to się zderzają teraz w powietrzu.
- Posłuchaj mnie do końca. Krytycy sztuki rozpoznali w malowidłach dzieła modernistycznych twórców
z lat trzydziestych, słynnej grupy „Pryzmat”. Ich dzieła są sprzedawane dzisiaj w galeriach za jakieś monstrualne sumy. A na dworcu w Gdynie to nie żadne bazgroły tylko arcydzieła. Hektary arcydzieł na ścianach! Tylko, żeby je zobaczyć będą przyjeżdżać turyści.
Belfegor oniemiał. Stał dłuższą chwilę w milczeniu.
- Acha… to dlatego tutaj tak uporczywie szukają – zamyślił się na moment. – Ale spryciarze.
Nic nie powiedzieli.
- A co ci mieli mówić?
- Na pewno szukają dzieł Leonarda da Vinci!
- Toż za jego czasów nie było nawet maszyny parowej.
- Był wizjonerem! Jeśli przewidział helikopter to mógł przewidzieć i maszynę parową i nasz dworzec.
I namalować!
Belfegor ryknął silnikiem i runął na poszukiwania.




