To zebranie właściwie nie miało się odbyć. Ale byliśmy tak dumni z kolejnej, zakończonej sukcesem fazy remontu, że ktoś krzyknął:
- Do hymnu!
Maszyny co prawda stanęły na baczność, no ale… Zapadła cisza. Bo niby jaki hymn mamy śpiewać. Polski? No niby tak ale przecież nie wszystkie maszyny powstały w Polsce. Choć mamy ogromne osiągnięcia w dziedzinie budowy maszyn to jednak ogromna część pracujących tutaj to Europejczycy, skonstruowani poza naszymi granicami. Cóż, Unia Europejska po prostu. Jaki więc hymn śpiewać? Europejski? No a co mają zrobić maszyny - Japończycy? A Amerykanie? Koreańczycy? Wszyscy obecni. Świat bez wojen, to i rezultaty widać gołym okiem.
No i na swoje nieszczęście zebrałem wszystkie maszyny razem, żeby ustalić co z hymnem. Nikt nie zdążył nawet usiąść, a już największy buldożer ryknął na cały głos.
- Ja! Ja jestem poetą! Zaraz wam zadeklamuje wiersz! Mój.
Belfegor szturchnął mnie lekko i szepnął:
- Całe czterdzieści pięć ton! Ta poezja będzie miała swoją wagę!
Nie zdążyłem się uśmiechnąć kiedy buldożer zaczął rapować:
- Tyle maszyn tu się trudzi,bo zaraz tu będzie dużo ludzi…
Głos uwiązł mi w gardle. A Belfegor dokończył:
- Zaraz ich przejadę gąsienicą swoją niech uciekają i bardzo się boją!
- Ty kurduplu ohydny! Won do rozwalania ścianek gipsowych!
- Ty wieszczu z samego centrum Częstochowy! – rozdał się Belfegor. – W automacie zgłoszeniowym telefonu jest więcej poezji!
- Spokojnie, spokojnie… - usiłowałem zapanować nad rodzącą się awanturą.
- Hymn musi być o miłości – westchnęła Purchawka – o zgodzie, która buduje…
- Ja ci dam zgodę, cholero! – wrzasnęła rozpłatnica. – Znowu usiadłaś na moim miejscu!
- A chcesz w ryj? – zapytała ją uprzejmie moja Koparka unosząc wielką łychę. – Przestań moją koleżanką se gębę wycierać!
- Nie wrzeszczeć tam baby! – ryknął z tyłu jakiś spychacz – my, ciężkie maszyny chcemy rap!
- A my reggae! – piszczały żarówki.
- Reggae śmegae – syknął kompresor. – Ja chcę symfonię…
- Zagraną na rurach wydechowych chyba – dociął mu wózek widłowy. – A w ogóle to się nie pchaj. Ja mam poezję własną. Białą – odchrząknął i zaczął recytować: - Jadę sobie jadę i wszyscy mnie podziwiają. Koniec.
- Cicho!
Koparka usiłowała zapanować nad ogólną szarpaniną, wrzaskami, wzajemnym oskarżaniem się o honorowe obywatelstwo częstochowskie, pluciem na siebie i chlapaniem olejem napędowym.
- Cicho wszyscy bo wami pozamiatam! Zegar chce coś powiedzieć!
Rozejrzałem się niepewnie po cichnącym choć na chwilę tłumie.
- Ja… ja chciałem po prostu otworzyć zebranie, bo jeszcze przecież nie zaczęliśmy obrad…




