Nie wiadomo kto dowiedział się pierwszy, że ogłoszono przetarg na wynajem lokali użytkowych na dworcu. Cóż, najwyższy czas. Koniec remontu zbliża się wielkimi krokami, trzeba pomyśleć o ruchu
w interesie.

No niestety, jak to zwykle bywa, towarzystwo od razu podzieliło się na dwa obozy. Zwolenników knyszy
i jej przeciwników. Ci pierwsi, naśladując prasowe artykuły wzywali do podtrzymania tradycji sprzedawania na dworcu knyszy, a ci drudzy, wyśmiewali niespełna dwudziestoletnią tradycję (wobec stu pięćdziesięciu lat istnienia dworca, rzeczywiście jeszcze nie zakorzenioną) i powoływali się na fakt,
że konsumenci tego specjału okropnie brudzą wszędzie, wokół siebie.

Kłótni nie dało się opanować, na szczęście ktoś położył jej kres wywołując następną. Otóż Belfegor obraził się na domniemanych, przyszłych najemców z tego powodu, że będą prawdopodobnie sklepy tylko dla ludzi. Nic dla maszyn.

- Oj, ty już kiedyś mówiłeś, że ideałem dla ciebie byłaby stacja benzynowa na środku hallu kasowego – usiłowała go ostudzić Koparka.

- Stacja to nie – odciął się natychmiast. – Ale mógłby być sklep z częściami zamiennymi.

- „Masz żal do sąsiada? Za głośno chrapie?” – Purchawka już nawet układała slogan reklamowy.
– „Kup sobie młot pneumatyczny!”. 

- Albo… - zawtórował jej kompresor. – „Boisz się, że nie dotrzesz do celu bo coś się na kolei zepsuje? Kup sobie zapasową zwrotnicę!”

- Przestańcie pokpiwać – usiłowała ich uspokoić moja ukochana Koparka. – Ja pochodzę z fabryki…

- O tak – przerwał jej komputer administracyjny. – Można reklamować sklep z wyrobami twojej fabryki!

- Niby jak? – dała się zaskoczyć.

- „Kryzys idzie, nie przepłacaj. Kup sobie czołg polskiej produkcji!”

Wszyscy zaczęli się śmiać. Uznałem, że muszę wkroczyć.

- Nie jest powiedziane, że tu nie będzie żadnego sklepu z maszynami – powiedziałem. – Ale raczej nie spodziewajcie się producentów czołgów ani nawet młotów pneumatycznych.

- A kogo? – spytał Belfegor.

- A może… Harley Davidson?