- Tak siedzę sobie czasami i myślę o tym czy coś po nas tu pozostanie… - zwierzała się Purchawka mojej Koparce. – Bo popatrz. Jesteśmy tu i harujemy codziennie. Niedługo minie nasz czas, przestaniemy być potrzebni…

- Co ty gadasz? – wtrąciła się Koparka. – Pojedziemy na inne budowy, skierują nas do innych zadań.

- Hm… a maszyny dworcowe zostaną. Będą cieszyć się tą wspaniałą budowlą, ludzie będą patrzeć na nie z zachwytem.

- A, o to ci chodzi? – Koparka roześmiała się cicho. – Chciałabyś, żeby cały dworzec pokryły tabliczki pamiątkowe: „to jest gwóźdź nr 177459, wbity przez młotek nr 433B”, a kilka centymetrów dalej: „to jest gwóźdź nr 177460, wbity przez młotek nr 433B”.

- Nie no coś ty.

- No to może: „podłoga na tym korytarzu była wylewana przez maszyny, które były myte przez urządzenie nazywane przez przyjaciół Purchawką, której tryby były z kolei smarowane przez pistolet wtryskowy nr…, wykonany w zakładach jakichś tam, przez następujące zastępy maszyn….”

- Przecież wiesz, że nie o to chodzi. Sprowadzasz wszystko do absurdu.

- No to wytłumacz mi o co chodzi.

Purchawka zamyśliła się na dłuższą chwilę.

- No popatrz, taki automat spawalniczy może powiedzieć, że to on wykonał dach nad peronem. A my co? Ja myłam w tym czasie jakieś maszyny, a ty kopałaś dziury.

- Przesadzasz. Wspólnie remontowałyśmy dworzec. Ktoś musi spawać, ktoś kopać, a ktoś myć.

- A taki zegar trwa od stu pięćdziesięciu lat, stał się legendą, ludzie o nim mówią, piszą…

Uznałem za stosowne włączyć się do dyskusji.

- Tak, tak, mówią i piszą, a ja sam cierpnę ze strachu czy nie zastąpią mnie nowym modelem. Elektronicznym. Szczęściem remont to odtworzenie historyczne…

- Dokładnie – poparła mnie Koparka. – To on ma dużo szczęścia. Inne maszyny tyle nie mają.
Jak myślisz? – zerknęła na najbliższą koleżankę. – Ile maszyn sprzed remontu powróci na swoje stanowiska?

- Ale dalej stanowią jedność – dodałem. – Telegraf od dawna w muzeum, a ciągle służy, łączy starych kumpli, przekazuje uczucia.

- Nawet ludzie przemijają – mówiła Koparka. – I każdy też chciałby zostawić coś po sobie.
Ale większość zadowala się tym, ze pozostawia dla przyszłości państwo, naród, szczytne idee.

- Tak – zgodziłem się. – Ludzie czują to samo Cop my. I czasem komuś się udaje zostawić coś jeszcze.

- Co masz na myśli?

- Niedawno w stropie nad ryzalitem budowlańcy znaleźli deskę opatrzoną datą „6.06” z napisem: W roku 1946 tu robił Ludwik Kubala, Jan Wis, Polacy, i tego dnia byli zwolnieni z pracy. Jeden Deutsch Rozgigan Paul.

Nagle wszyscy wyobrazili sobie trzech ludzi siedzących na rusztowaniu, sączących po pracy piwo
w upalny, czerwcowy dzień.

- Piękne, nie?

- No i co, udało się. Po tylu latach świat znowu o nich usłyszał.