Jakież było nasze zdziwienie kiedy razem z Koparką odwiedziliśmy naszych przyjaciół i zastaliśmy Belfegora przymierzającego przed lustrem przedziwne nakrycie głowy w kształcie dwóch ostrołuków. Gospodyni, czyli Purchawka pokazywała dyskretnie gestami, żeby się nie przejmować, że jej narzeczony stracił rozum, co przecież do rzadkości nie należy. Wszystko w normie. Ale, również zaproszony komputer, rozparty pod ścianą razem ze swoją serwerzycą, komentował żywo:

- Nie, nie, tak nie może być. Przesuń bardziej w prawo. Trochę do tyłu, tak, żeby wyglądało dumnie…
o tak właśnie!

- Cześć, co robicie? – zapytałem grzecznie.

- Na dworcu będzie kaplica – wyjaśnił uprzejmie komputer. – I Belfegor postanowił zostać biskupem.

- Acha – machnąłem wskazówką ze zrozumieniem. – A czemu nikt mu nie powiedział, że godność biskupa może piastować jedynie osoba wierząca?

- Ależ ja jestem wierzący! – krzyknął Belfegor tak zapalczywie, że coś co miało imitować tiarę o mało nie upadło na podłogę.

- Hm – nie przestawałem być wzorem uprzejmości. – A tak z ciekawości… w jakiego boga wierzysz?

Strzał w dziesiątkę. Belfegor znieruchomiał nie wiedząc co powiedzieć.

- Poza tym – ciągnąłem – tytuł biskupa przewidziany jest wyłącznie dla ludzi wierzących w Boga katolickiego i to w dodatku dość zasłużonych na polu tej religii. Na przykład ci, którzy wierząc w Boga Śiwę tytułów biskupa nie używają.

- Ale kaplica ma być ekumeniczna. Można w nim czcić dowolnego boga.

- Toż i czcij nawet Boga Bachusa pijąc olej napędowy! Ale akurat tytuł biskupa ci się wtedy nie należy.

Belfegor zafrasował się tak strasznie, ze zrobiło mi się go żal. Powiedziałem:

- Słuchajcie, spróbujmy wymyślić dla naszego przyjaciela jakąś religię i funkcję ważnego hierarchy, którą mógłby piastować.

- Doskonały pomysł! – zapalił się komputer szturchając swoją serwerzycę. – Kochanie, szukaj w sieci, może coś pod niego podpasujemy.

Moja koparka uśmiechnęła się nagle.

- Jesteście chyba zbyt minimalistyczni – powiedziała. – A może wymyślmy taką religię, w której Belfegor mogłby być po prostu bogiem, a jego wyznawcy oddawaliby mu cześć.

Zapadła cisza. Ktoś westchnął. Zerknęliśmy na Belfegora, który z niebotycznym wprost zachwytem ukłonił się Koparce doceniając jej koncept.

- A jaka mogłaby to być religia? – szepnął komputer.

- Samolubizm krańcowo ostateczny! – stwierdziła Purchawka. – Albo Strzeliste Akty Samozachwytu Powszechnego!